title

BLOG

 

Wiedza to nie wszystko

19 Paź 2015, by Jakub in Artykuły, Filozofia projektowania

potrzebna jest jeszcze metoda jej stosowania nastawiona na określony cel.

Pracuję od jakiegoś czasu nad autorską metodologią projektowania, tzn zbiorem zasad jak przeprowadzić proces projektowy od początku do końca aby osiągnąć najlepszy możliwy efekt (doskonały projekt) przy minimum nakładów.

Przeglądam krok po kroku cały powtarzalny proces, obserwuję go, syntetyzuję, udoskonalam. Wychwytuję błędy i tworzę reguły. Optymalizuję działania i maksymalizuję wydajność projektanta. Można powiedzieć, że projektuję metodę projektowania.

Rozwój zawodowy sprawia mi dużo przyjemności.

Przyznam szczerze, że to fascynujące zadanie… i wydaje mi się, że również naturalny proces mojej ewolucji. Skoro stworzyłem sposób projektowania i standard dokumentacji, skoro nauczyłem się go i sprawdziłem w działaniu (w czasie projektowania i potem w wykonawstwie ogrodu), to najwyższy czas go ogarnąć i udoskonalić. Szukałem materiałów / ekspertów / książek  na ten temat, ale projektowanie ogrodów jako dziedzina wiedzy jest tak młoda, że jeszcze nie wypracowała spójnej metodologii (każdy projektuje po swojemu, z różnymi efektami, choć widać sporo powtarzających się prawidłowości), a przy tym tak intensywnie rozwijająca się, że nie mógłbym przepuścić okazji, aby nie spróbować być w tej dziedzinie liderem. :D

…tym bardziej, że nie jest to proste zadanie. A więc wyzwanie.

Pewnym „problemem” jest fakt, że moja metoda nie będzie (z punktu widzenia ogółu społeczeństwa) kompletna.. przynajmniej nie ta. Narzędzia i technologie z których korzystam oraz poziom szczegółowości w planowaniu sprawiają, że moje ogrody stają się dobrami luksusowymi dla nielicznego grona klientów. W zasadzie to nic dziwnego – intensywnie urządzony ogród zawsze był dobrem luksusowym dla wybranych i jedynie współczesny sposób życia (na kredyt) oraz promocja konsumpcjonizmu (możesz to i jeszcze więcej) zbudowały iluzję, że może być inaczej… ale nie jest. Pisałem już o tym w artykule ile kosztuje ogród – że to nie tylko dużo pieniędzy na stworzenie, ale potem także na utrzymanie. Więc szczegółowo zaplanowana, komfortowa, bezpieczna przestrzeń życia to luksus rozszerzenia wnętrza domu o zewnętrze. Więc kosztuje i wymaga tyle samo pracy i uwagi (w projektowaniu, realizacji i serwisie) co wnętrze domu. Jest dobrem ekskluzywnym, dostępnym tylko dla wysoko wyspecjalizowanych członków społeczeństwa, którzy kupują czas i przyjemności za owoce swojej bardzo angażującej pracy. Podoba mi się ten kierunek mojej specjalizacji i rozwoju zawodowego – udoskonalam swoją pracę, aby spełniała coraz bardziej wygórowane potrzeby współczesnego klienta (czy powiedzielibyście 5 lat temu, że projektant ogrodu będzie określał, który włącznik ma zapalać lampy przy ścieżce za domem i gdzie poprowadzić kable?…). Świat się zmienia, a ja wolę być nurcie rozwijającym cywilizację niż w grupie alienowanej od postępu.

Swoją metodologię tytułuję roboczo FIE (Funkcja i Ergonomia), ale ostatnio (ze względu na poniższe rozważania) wolę nazwę Metoda High Tech.

Ale co z pozostałymi posiadaczami ziemi, których na to zwyczajnie nie stać?

Czy mają być odcięci od tej metodologii projektowania? Tak. Ponieważ na ich budżet jest zbyt pracochłonna. Jak więc zaspokoić ich potrzeby? Czy jako projektant ogrodów mam się przyporządkować do jednej grupy docelowej i zamknąć na pozostałą? To pytanie personalne jak pogodzić konflikt „szkoły”. Skoro nauczyłem się pracować wg metody A i uważam, że tak trzeba robić i to jest dobre, to czy muszę odrzucić pozostałe metody jako gorsze? Większość pewnie tak. Ale czy nie mógłbym opracować drugiej, alternatywnej metody? Powiedzmy Metody Low Tech?

Prostszej, szybszej i mniej skomplikowanej? Równie dobrej, ale skierowanej do innego targetu?

Niech nazwy metod nie będą mylące czy ograniczające.

Każdy ogród powinien być funkcjonalny i ergonomiczny. Każdy musi mieć dobrze dobrane rośliny, przemyślane strefy i komunikację.

High Tech nie oznacza tylko zastosowania prostokreślnych układów, betonu, szkła i stali oraz innych nowoczesnych (a więc i drogich) materiałów. To także szczegółowo przemyślany mechanizm działania ogrodu – jego trwałości w kolejnych latach w stanie możliwie niezmiennym, gospodarowania wodą, elektryfikacji. Poza tym: dobre wykonanie, przez wyspecjalizowanych wykonawców. A także oczekiwanie, by dało się to przeliczyć, przewidzieć, wycenić, rozliczyć… wg dobrego i szczegółowego planu.

Low tech to nie tylko ścieżki z bitej ziemi, cegła z rozbiórki i inne ekologiczne oraz tanie materiały. To też spora tolerancja dla tego, jak ogród będzie zmieniał się w czasie oraz ile wysiłku będzie nas kosztować utrzymanie stanu uporządkowania. Albo sama tolerancja dla dużego nieuporządkowania. O co my nie zadbamy, zadba natura. Jeśli na drodze wody płynącej po skarpie nie postawimy (względnie bezobsługowego) betonowego muru tylko wiklinowy płot, to będziemy musieli ten płot przycinać i przeglądać aby w kolejnych latach dobrze spełniał swoje funkcje. To także duża tolerancja dla niedoskonałego planu, który jest realizowany etapami, własnymi rekami, albo przy takiej pomocy, jaka jest akurat dostępna (niekoniecznie wyspecjalizowanej w wykonywaniu określonych prac).

Nazewnictwo nie oznacza także, że nie można zaprojektować ogrodu High Tech, który wygląda jak ogród naturalistyczny. Spieki kwarcowe imitujące 100 letnie drewno, perfekcyjne imitacje innych naturalnych materiałów, albo doskonale zabezpieczone materiały naturalne, miękkie linie, ścieżki z granulatów mineralnych przypominające wysypany piasek, itd… możliwości mnóstwo. Styl ogrodu dla Metody High Tech jest dowolny, z kolei metoda Low Tech narzuca rozwiązania niskobudżetowe, jeśli ogród ma wyglądać naprawdę fajnie… ogród powinien być szczery, a wykonane po taniości murki betonowe z których odpada tynk nie wzbudzają zaufania i sympatii. Więc lepiej dać rozkładające się z czasem bale drewniane, które będą starzeć się z godnością.

Niezależnie od technologii, ogród to powierzchnia biotopu, która zawsze będzie atakowana przez wszelkiej maści życie. Więc jego utrzymanie zawsze będzie pracochłonne i zależne od wielkości działki. Plewienie, przycinanie, koszenie trawników, itd.. Ogród Low Tech będzie albo zadbany przez właściciela i wyglądał jak mniej lub bardziej uporządkowana kompozycja upraw, albo zarośnie dziko i tylko utwardzone obszary przez jakiś czas będą stawiać opór naturze. W obu przypadkach efekt jest raczej sympatyczny. Ogród High Tech albo będzie zadbany przez wyspecjalizowaną ekipę, albo zarośnie i zestarzeje się brzydko, ale dojście do stanu mocnego zaniedbania zajmie mu dużo więcej czasu niż ogrodowi Low Tech.

Inaczej mówiąc – jeśli nie masz pieniędzy, to przygotuj się na ubrudzenie rąk co jakiś czas i zostanie ogrodnikiem… leniwym lub pracowitym, co nie ma wielkiego znaczenia, bo stokrotki w rzadko koszonej trawie mają swój urok, podobnie jak eksplozja praw Darwina na zaniedbanej rabacie. Jeśli jesteś zamożnym posiadaczem ziemskim, przygotuj się, że Twój ogród będzie Cię kosztował co roku określoną kwotę, aby utrzymać w ryzach przyrodę i zapewnić terenowi nieskazitelny look… bo każda niedoskonałość będzie w nim nie na miejscu.

A jakie jest moje wartościowanie tych metod?

Nie wiem. Nie mam poczucia, że jedno jest gorsze a drugie lepsze. Na pewno jestem zwolennikiem rzetelnego samookreślenia i dopasowania metody do faktycznego status quo, a nie do myślenia życzeniowego. Jak Cię nie stać na High Tech, to odpuść, nie kredytuj się na to, bo nie utrzymasz takiego ogrodu.

Sam idę w stronę High Tech tak jak pisałem wcześniej, nieco naturalnie, intuicyjnie. Podoba mi się ten kierunek. Ponieważ nieustannie poszerzam swoją wiedzę i doświadczenie na każdym ogrodniczym poletku, nadążam za trendami i technologiami, chcę je stosować. Ponieważ znam dobry design meblarski, niemiecki czy włoski, nie mogę polecić masówki z Casto. Ponieważ znam jakość i wytrzymałość dobrej klasy lamp, wkurza mnie projektowanie tanich opraw, które za parę lat wylecą. Ponieważ znam siłę i atrakcyjność wizualną tarasów ziemnych opartych na murkach betonowych z okładziną, rzadko stosuję technologie mniej „równe” jak suche mury czy palisady drewniane. Ponieważ estetycznie cieszą mnie monokultury, formalizujące przestrzeń i konkretniej prezentujące zamysł koncepcyjny, albo przemyślane, całoroczne kompozycje bylinowe, trudno mi zaakceptować (w projekcie!) miks z krzewów i chwastów pod drzewami.

Z drugiej strony co mam odpowiedzieć klientowi na pytanie „to co ja mam tu zrobić, jak mam tyle kasy i nie ma szans na więcej”? Muszę znaleźć kompromis, bo i jemu chcę pomóc. Nie znoszę odsyłać ludzi z kwitkiem. Więc myślę, jak to ugryźć, tym bardziej, że jako Lider Organizacji Ogrodów Polskich nie powinienem być zamknięty na żadną metodę tworzenia ogrodu, która doprowadza do fajnych efektów. Więc pewnie zamiast jednej, pewnie powstaną dwie metody, które będą się dopełniać.

 

Tyle przemyśleń na dziś.

NO COMMENT

Sorry, the comment form is closed at this time.